Nazywam się Łukasz Nowak. Jestem uczniem drugiej klasy szkoły podstawowej. Mam 9 lat i od urodzenia mieszkam w Warszawie. Moi rodzicie, Małgosia i Piotr, na co dzień pracują, a ja w tym czasie, wraz z moją opiekunką, zajmujemy się moim młodszym braciszkiem Kubusiem. Ma on 11 miesięcy i już zaczyna broić. Interesują go wszystkie moje rzeczy, a w szczególności książki i przybory szkolne. Mimo to, bardzo go kocham. Dużą przyjemność sprawia mi uczenie się, dlatego chętnie odrabiam pracę domową, a w szczególności matematykę. Bardzo lubię grać na Play-Station 2 i mam w domu kolekcję gier. Najbardziej lubię grać w Harry’ego Pottera. Oglądałem również wszystkie jego części w kinie. Najbardziej podoba mi się IV część pt. Harry Potter i Czara Ognia.

Łukasz Nowak
Pacjent WHD

Czytaj dalej...

Co można czuć i myśleć kiedy dowiadujemy się, że odszedł przyjaciel – ból, strach, złość, nieopisany żal i jednocześnie nadzieję, że jest szczęśliwy i już nie cierpi.

Nie będę pytał dlaczego? Bo to był czas dany nam od Pana. A tak dziwnie splątały się nasze losy. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie podczas wyjazdu do Zakopanego, jak uczyłem Cię grać w szachy. Pierwsza wizyta w Twoim domu i wasza rewizyta u nas. Pierwsze ognisko, wspólne spotkania i wyjazdy. Tak wiele nas łączyło, byliśmy jak dwóch muszkieterów. Wyjazd do Chorzowa na koncert U2 i Licheń – kiedy wzruszyłeś mnie do łez mówiąc, że traktujesz mnie jak brata.

Czytaj dalej...

Spotkanie z papieżem

23 maja cała nasza paczka w składzie: tata, mój przyjaciel Przemek, mama Przemka, Wojtek Marciniak, Dominik Najberg i ja polecieliśmy samolotem do Rzymu. W samolocie czułem się wspaniale. Muszę przyznać, że żaden środek lokomocji nie jest dla mnie tak dobry, jak samolot. Po dwóch godzinach lotu znaleźliśmy się na lotnisku Leonarda da Vinci.

Pierwsze, co zobaczyłem, to były palmy. Widziałem je po raz pierwszy na żywo.

24 maja byliśmy na audiencji u Ojca Świętego Benedykta XVI. Było to dla mnie wielkie przeżycie. Papież uścisnął mi ręce. Był uśmiechnięty, a ja myślałem, że to sen. Nie wierzyłem, że witam się z tak wielkim autorytetem. Tego momentu nie zapomnę do końca życia.

Czytaj dalej...

Długo się zastanawiałam jak napisać o Igusi. Potem przypomniałam sobie, czego szukałam w historiach dzieci i rodziców w pierwszych informa­torach, jakie dostałam, kiedy mieliśmy zdecydować się czy przejść pod opiekę hospicjum. Szukałam przede wszystkim odpowiedzi czy podejmujemy słuszną decyzję. Chciałam tez zobaczyć jak wygląda życie w domu z dzieckiem, na które zapadł nieodwołalny wyrok.

Czytaj dalej...

Pisze ten tekst, ponieważ chciałabym podzielić się tragedią, jaka dotknęła mnie i moją rodzinę. Obecnie jestem w 34 tygodniu ciaży i noszę pod sercem córeczkę, która jest chora na holoprosencephalie. Jest to wada rozwojowa mózgu z towarzyszącymi jej zmianami w obrębie twarzoczaszki. Ta ciąża jest moją drugą, pierwszą straciłam w 2001 roku. Płód obumarł w siódmym tygodniu, a w dziewiątym tygodniu ciąży przekazano nam tę wiadomość.

Czytaj dalej...

Historia naszej córeczki Basi zaczęła się pewnej październikowej nocy. Początek ciąży znosiłam świetnie, choć był to bardzo trudny okres w naszym życiu – umierała moja mama, a ja jako lekarz byłam bezsilna i bezradna. Ciężko pracowaliśmy z Basiulkiem, bo w pracy ukrywałam fakt, że jestem w ciąży. Operacje, czasami 2 dziennie, dyżury, noce w szpitalu. Moj wiek, a także fakt bycia w drugiej ciąży i posiadania już zdrowego dziecka pozwalały mi myśleć optymistycznie. Książkowo nie kwalifikowałam się do grupy ryzyka. Nie myślałam zupełnie o badaniach genetycznych.

Czytaj dalej...